główna zawartość strony

Witam dzieci i rodziców z grupy „Biedronki”

W tym tygodniu tematem przewodnim będą „Wrażenia i uczucia”

Poniedziałek

1. „Znaki uczuć” – zabawa dydaktyczna Rodzic rozdaje dziecku znaki przedstawiające różne uczucia: radość, smutek, zdziwienie, strach z WYPRAWKI .5.

Dziecko siada kładzie znak przed sobą. Rodzic wymienia po kolei nazwy uczuć. Dziecko podnosi znak, przygląda się mu i próbuje zrobić taką minę, jaka jest na znaku. Podaje przykłady sytuacji, podczas których przeżywało te uczucia.

2. „Co mnie cieszy?” – rozmowa Rodzica z dzieckiem na temat sytuacji wywołujących różne uczucia na podstawie KP2.37 i doświadczeń dziecka.

Zadania na 11 - 15 maja 2020

3. Zabawy w ogrodzie, parku, na zewnątrz.

Rodzic proponuje dziecku udział w warsztatach przyrodniczych. Zadania do wykonania:

- dziecko podchodzi do drzewa: staje, opiera się plecami o pień

– unosi głowę (ogląda koronę), obejmuje pień, zamyka oczy, przesuwa palcami po pniu, wącha korę

- podchodzi do krzewu: dominującą dłonią przesuwa wzdłuż gałązki, nachyla się i dokładnie ogląda listki.

- siada na trawie – obiema otwartymi dłońmi przesuwa po górnej części źdźbeł trawy, kładzie się, zamyka oczy. dotyka dłońmi ziemi, słucha dolatujących dźwięków.

Wtorek

1. „Piosenka o beksie” – słuchamy i uczymy się refrenu piosenki.

Otwiera zewnętrzny odsyłacz w nowym okniehttps://www.youtube.com/watch?v=PeYcxLa31hY

Czeka nas dzisiaj nie lada gratka,bo w tej piosence będzie zagadka:

Jak się nazywa osoba,która płacze jak ciemna chmura?

Płacze, gdy każą umyć jej szyję,płacze, gdy chudnie, płacze, gdy tyje.

Płacze, gdy zrobi w zeszycie kleksa;jak się nazywa?

Beksa! Beksa to jest taka dama, co bez przerwy robi dramat;

zawsze nie tak, zawsze źle, beksa ciągle mówi "be!"

Beksa to jest taka pani, co się nie uśmiechnie za nic;

nie ma mowy, nie, nie, nie beksa ciągle mówi "be!"

Czeka nas dzisiaj trudne zadanie: jak wygnać z beksy to jej płakanie.

Jaką tu radę znaleźć dla beksy, uśmiech tu jest najlepszy.

Bekso, spróbuj, a zobaczysz, ile uśmiech w życiu znaczy:

tylko ten się czuje źle, kto bez przerwy mówi "be!"

Bekso, nie rób takiej miny, bo się w końcu obrazimy;

bekso, tak prosimy cię, przestań wreszcie mówić "be!"

Beksa to jest taka dama, co bez przerwy robi dramat;

zawsze nie tak, zawsze źle, beksa ciągle mówi "be!"

Beksa! Beksa! Beksa! Beksa! Be - ksa!

Beksa to jest taka dama, co bez przerwy robi dramat;

zawsze nie tak, zawsze źle, beksa ciągle mówi "be!"

Bekso, nie rób takiej miny, bo się w końcu obrazimy;

bekso, tak prosimy cię, przestań wreszcie mówić "be!

Przestań wreszcie mówić "be! Przestań wreszcie mówić "be!

Przestań wreszcie mówić, be!

2. Zabawa z piłką

– dziecko siada w siadzie skrzyżnym na podłodze (dbamy o prawidłową postawę ciała dziecka), za dzieckiem siada rodzic, lub oboje rodziców. Podajecie sobie kolejno piłkę nad głowami do tyłu.

3. „Co zrobić gdy chce mi się płakać?”

– formułowanie odpowiedzi na pytanie na podstawie doświadczeń dziecka oraz słów do piosenki o beksie Dziecko siada na podłodze, rozmawiacie na temat płaczu. Rodzic zadaje pytania: „Z jakiego powodu czasami płaczesz?”, C o wtedy robi mama, tata, rodzeństwo, babcia, dziadek?”, „Czy radzisz sobie z płaczem?”,„Kiedy przestajesz płakać?”, „Co lub kto Tobie w tym pomaga?”, „Czy płacz jest nam czasem potrzebny?”, „Kiedy?”, „Dlaczego?”, „Jak się nazywa osoba, która bardzo często płacze bez powodu?”, „Jak my możemy pomóc takiej osobie?”.

Rodzic czyta drugą zwrotkę piosenki : „Piosenka o beksie”. Rodzic pyta:Jaką radę daje beksie piosenka? (żeby się uśmiechała).

Ta rada jest dobra dla każdego, aby odzyskać dobry humor. Teraz, w czasie piosenki będziemy spacerować, a gdy usłyszymy słowo ”beksa” przybijemy sobie piątkę i szeroko się uśmiechniemy. Rodzic włącza piosenkę i dziecko bawi się według wskazówek.

Środa

1. „Rozśmieszamy płaczącego” – wykonujemy rozweselające okulary.

Rodzic przygotowuje szablon okularów do odrysowania, wycinają je i ozdabiają, kolorują. Doklejają jakieś śmieszne elementy: krzaczaste brwi, długi nos, zwisające serpentyny. Dziecko chodzi w okularach po mieszkaniu, robi śmieszne miny –rozśmiesza domowników. W tle gra muzyka: „Piosenka o beksie”.

2. „Ciemność jest niezwykła!” – zachęcam do rozmowy z dzieckiem na temat ciemności i oswajania się z nią oraz lęków z nią związanych na podstawie doświadczeń dzieci i wiersza Ewy Szelburg – Zarembiny pt. „Ciemnego pokoju nie trzeba się bać”

Ciemnego pokoju nie trzeba się bać,

Bo w ciemnym pokoju czar może się stać...

Ach! W ciemnym pokoju, powiadam wam, dzieci,

Lampa Aladyna czasem się świeci...

Ach , w ciemnym pokoju wśród łóżka poduszek.

Spoczywa z rodzeństwem sam Tomcio Paluszek...

Ach, w ciemnym pokoju podobno na pewno

Zobaczyć się można ze Śpiącą Królewną...

Ach, w ciemnym pokoju Kot, co palił fajkę

Opowiedzieć gotów najciekawszą bajkę,

Wysoka czapla chodzi wciąż po desce

I pyta się dzieci: Czy powiedzieć jeszcze?

Rodzic zadaje pytanie: Dlaczego ciemnego pokoju nie trzeba się bać? Jakie postaci z bajek możemy sobie wtedy wymyślić? Co ty widzisz, gdy jesteś w ciemnym pokoju? Czy to jest miłe? Dlaczego? Jaką miłą postać chciałbyś zobaczyć w swoim ciemnym pokoju? Dlaczego?

3. „Straszydło” – praca z WYPRAWKI.49.

Rodzic rozmawia z dzieckiem o tym , jak może wyglądać strach. Po rozmowie dziecko siada przy stole, Wypych sylwetkę „straszydła” z WYPRAWKI.49, ozdabia ją plasteliną, kolorowym papierem i krepiną. Po wykonaniu pracy dziecko siada z rodzicem i kończy zdanie: Moje Straszydło jest straszne, bo…

Czwartek

„Kto może nam pomóc gdy się boimy?” – rozmowa z dzieckiem na temat sposobu radzenia sobie ze strachem na podstawie doświadczeń dzieci i opowiadania Renaty Piątkowskiej „Zły sen”

1. Zły sen Renata Piątkowska

Jak ja nie lubię, gdy śni mi się ten pies. Jest duży, czarny i zły. Stoi na mojej drodze i warczy. Gdy unosi górną wargę, widać białe, ostre kły. Ale najgorsze są jego oczy, niespokojne i błyszczące. Śledzi nimi każdy mój ruch. We śnie na widok tego psa ogarnia mnie taki strach, że nie mogę uciekać ani wzywać pomocy. Mogę tylko płakać, więc robię, co mogę. Tej nocy znowu czarny pies pojawił się przede mną. Wydawał się większy i bardziej groźny niż zwykle. Przysłoniłem oczy ręką, żeby go nie widzieć, i głośno zapłakałem. Obudził mnie głos taty: – Tomku, to tylko zły sen. Już dobrze syneczku. Śnił ci się ten pies, prawda? – Tak, to znowu on – chlipałem. – Tato, zostań ze mną. Jak będziesz blisko, to on nie wróci. Będzie się bał – poprosiłem. – W porządku – tata uśmiechnął się i otulił mnie pierzyną. Bałem się tego psa, więc pomyślałem, że najlepiej będzie, jak nie zmrużę już oka do rana. Ledwo tak postanowiłem, natychmiast zasnąłem. Pies też chyba zasnął, bo tej nocy nie pojawił się już w moim śnie. Nie dał jednak o sobie zapomnieć, bo cały czas słyszałem jego ponure warczenie. Co gorsza, słyszałem je również rano, gdy się już obudziłem. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ten okropny dźwięk wydaje z siebie mój tata. Okryty kocem, chrapał w fotelu tuż obok mojego łóżka. Nie do wiary, że można spać i jednocześnie tak strasznie hałasować – pomyślałem i cichutko wymknąłem się z pokoju.W kuchni krzątała się mama. Zanim postawiła na stole śniadanie, opowiedziałem jej mój sen. Na koniec dodałem: – Ten pies jest paskudny i nie wiem, czemu ciągle się mnie czepia.

– Wiesz, w tej sytuacji dziwię się, że nie poprosiłeś o pomoc Zmorka. – mama pokręciła głową z niedowierzaniem. – Kto to jest ten Zmorek? – spytałem zaskoczony. – Och, Zmorek to taka dziwna postać. Najbardziej ze wszystkiego przypomina jamnika. Wielkiego, latającego jamnika. Z aksamitnymi skrzydłami, okrągłym brzuszkiem i wąskim pyszczkiem. Nie jest piękny, ale bardzo pożyteczny. Zmorek zjada złe sny. Na zawołanie pożera je, jakby to był makaron. Wciąga koszmary i zjawy, nawet te najdłuższe i najstraszniejsze. Mlaska przy tym i niestety czasem mu się odbija, ale wtedy po złych snach nie ma już ani śladu. A Zmorek krótkimi łapkami gładzi brzuszek i już rozgląda się za następnym nieszczęśnikiem, którego męczą nocne zmory. Dlatego gdy następnym razem przyśni ci się ten okropny pies, to zawołaj : „Zmorku, tutaj!”, a on nadleci w jednej chwili. Zje twój zły sen, jakby to było ciastko z kremem. Wiem, co mówię, bo sama też nie raz wzywałam Zmorka i nigdy nie zawiódł. – Tobie, mamusiu, też śnił się czarny pies? – spytałem zdziwiony. – No, niekoniecznie pies. Śniły mi się inne okropieństwa. –Jakie? Jakie? – chciałem wiedzieć. Na przykład, że wygrałeś konkurs na najbardziej upartego chłopczyka na świecie. Albo, że w twoim przedszkolu wydano zakaz gotowania zupy jarzynowej, a dzieci karmiono wyłącznie chipsami i czekoladą – wyliczała mama. – Ale to nie są żadne koszmary! Sam chciałbym mieć takie piękne sny. Dziwię się, że Zmorek w ogóle chciał je zjeść! – zawołałem. – Jemu tam wszystko jedno. Pożarł wszystko co do okruszyny. Mlasnął jęzorem i odleciał. Gdy mama powiedziała mlasnął jęzorem, przyszła mi do głowy pewna piękna myśl. – Mamo, czy ten Zmorek pojawia się tylko we śnie? Czy nie mógłby przylecieć choć raz do przedszkola? Gdybym zawołał: „Zmorku, tutaj!” i pokazał mu Jolkę, dałby radę wciągnąć ją jak makaron? Bo ona ciągle pokazuje mi język, mlaska przy stole i chwali się, że już dwa razy była w szpitalu. No, jak myślisz, Zmorek mógłby to zrobić dla mnie? – spytałem z nadzieją w głosie. – Nie, na pewno nie. On może przyjść tylko we śnie. Zje złego, czarnego psa, ale Jolki nie tknie – wyjaśniła mama. – A tak w ogóle, to dlaczego ja nie byłem jeszcze w szpitalu? – spytałem ze złością. Mama, zamiast odpowiedzieć po ludzku, wzniosła oczy do nieba. A ja pomyślałem, że jeśli Zmorek nie może przylecieć do przedszkola, to trudno. Za to, jeśli przyśni mi się Jolka to go zawołam i Zmorek zrobi, co do niego należy. Fajnie jest mieć takiego kolegę. Dobrze, że mama mi o nim powiedziała. Teraz nie mogę się doczekać, kiedy znowu przyśni mi się ten czarny pies.

Rodzic zadaje dziecku pytania:

Jakiego snu bał się Tomek?

O co chłopiec poprosił tatę, gdy obudził się w nocy, bo znów przyśnił mu się ten pies?

Dlaczego, mimo że chłopiec spał z tatą, wciąż słyszał warczenie?

Co poradziła Tomkowi mama na jego sen o złym psie?

Co robił Zmorek?

Co trzeba zrobić, by pojawił się Zmorek?

Kto pomógł Tomkowi poradzić sobie ze złym snem?

Jak ty radzisz sobie, się gdy boisz?

2. Trochę ruchu z Pipi i Minnie

Otwiera zewnętrzny odsyłacz w nowym okniehttps://www.youtube.com/watch?v=H0I1BRT3N7M

3. • „Już się nie boję!” – zabawa terapeutyczna.

Dziecko siedzi przy stoliku. Koloruje sylwetę Zmorka, psa – jamnika ze skrzydłami, który zjadał złe sny w opowiadaniu o Tomku. Na kartkach A5 rysuje to, czego najbardziej się boi. Zgniata rysunek w ciasną, małą kulkę. Smaruje klejem sylwetę Zmorka. Kładz na kartce A4 kulkę ze zgniecionym „strachem”. Woła: Zmorku tutaj! i nakleja Zmorka na zgniecioną kulkę i kartkę A4, mocno przygniatając, aby się skleiły. Teraz „strach” dziecka jest w brzuchu Zmorka. Dziecko krzyczy: Już się nie boję!

4. „W domu czuję się bezpiecznie” – praca z Kartą Pracy str. 38.

Dzieci otwierają karty pracy i wyszukują różnice między obrazkami.

Piątek

1. Jeśli, dziecko ma swoje drobne lęki zapraszam do przeczytania dziecku opowiadania pt. „Z drugiej strony”. Tekst: Hanna Hajzak.

Zadania na 11 - 15 maja 2020
Zadania na 11 - 15 maja 2020

"Z drugiej strony"

Na każdej polanie czy łące żyją ze sobą w zgodzie różne stworzenia. Spotkać tam można wiele owadów, pajączków, ślimaczków, żabek. Jeśli ktoś przyjrzy się uważniej, może także dostrzec wśród trawy, nadgryzione przez chomiki, myszki czy też nornice, ziarenka lub korzonki. Zazwyczaj w takich miejscach życie płynie spokojnie i leniwie. Jednak, gdy na dworze robi się chłodniej lub gdy długo nie pada deszcz, może dla niektórych zwierzątek zabraknąć jedzenia. Muszą one wtedy opuszczać swoje domy i wyruszyć na poszukiwanie cieplejszych schronień – takich, w których nie będą musiały chodzić głodne. Tak też było i w tym roku, kiedy na jednej z małych polan, mieszczącej się na skraju miasta, zabrakło pożywienia dla rodziny Myszkonów. Z wielkim żalem i smutkiem pożegnali się z sąsiadami i odeszli szukać sobie nowego domu. Najlepiej w tej sytuacji radziły sobie dzieci: Minika i Myszyk - traktując całą wyprawę jak wielką przygodę. Mimo, że widzieli zmartwienie rodziców, uważali, że mają nareszcie okazję przeżyć coś ekscytującego. Z radością więc wstawali o poranku, by iść przed siebie. Wyprawa jednak się przedłużała, bowiem na swojej drodze nie spotykali miejsc, w których mogliby zamieszkać, coraz trudniej było też im znaleźć cokolwiek do zjedzenia, a nóżki, ogonki i uszy były z dnia na dzień coraz zimniejsze, nie było bowiem gdzie ich ogrzać. Czasem spotykali po drodze jakieś opuszczone przez ludzi domy, lub nocowali w stogach siana, jednak w każdym z tych miejsc coś było nie tak: albo brakowało tam jedzenia, albo kręciły się w pobliżu dzikie koty lub drapieżne ptaki. Pewnego dnia Minika poczuła, że ma już serdecznie dość i wykrzyczała: - Ja nigdzie dalej nie pójdę! Nie mam już siły. Ciągle jestem głodna! Znajdźmy w końcu jakieś miejsce, w którym zostaniemy!

- Zgadzam się z tym - poparł ją Myszyk. - Mijamy tyle domów po drodze. Mieszkają w nich ludzie. Musi tam więc być ciepło i musi tam być dużo jedzenia! Zatrzymajmy się w którymś, choć na kilka dni! Tata Mysz starał się wytłumaczyć swoim dzieciom, jak bardzo jest to niebezpieczne. Jednak mama Mysza była już też mocno wyczerpana wyprawą, zaproponowała więc, że jeśli przez trzy kolejne dni nie znajdą nic innego, to schronią się na jakiś czas w mieszkaniu ludzi. Cała rodzina Myszkonów zaakceptowała takie rozwiązanie. Tata starał się, jeszcze bardziej, niż do tej pory, znaleźć bezpieczne, ciepłe mieszkanie, jednak minęły trzy dni i nie udało się. Musiał więc ulec presji swoich dzieci i żony i poprowadzić ich w stronę osiedla zamieszkałego przez ludzi. Gdy dotarli do jednego z bloków, zauważyli uchylone okno w piwnicy, przez które udało im się wejść. Od razu ogarnęło ich ciepło, poczuli się bezpieczni. Dzieci ruszyły na poszukiwanie jedzenia i odkryły całkiem sporo okruszków leżących na ziemi. Domyśliły się, że w tej piwniczce ludzie musieli przechowywać swoje zapasy. Postanowili wspólnie zamieszkać tu na jakiś czas, aż pogoda się poprawi i znów będzie można biegać po dworze i szukać tam jedzenia. Po kilku dniach Mince znudziło się jednak siedzenie w opuszczonej piwnicy i postanowiła wyjść na zewnątrz i pobawić się trochę wśród listków latających na wietrze. Spędziła na dworze troszkę ponad godzinkę i gdy chciała już wrócić do rodziny zobaczyła, że okno przez które wyszła, jest zatrzaśnięte. Próbowała je podważyć noskiem, łapała pazurkami, używała nawet ogonka - jednak bezskutecznie - rama ani drgnęła. Tymczasem słońce już zaszło, zaczynało się robić coraz chłodniej, a Minika traciła już siły z głodu. Rozpaczliwie szukała rozwiązania jak może się dostać powrotem do rodziny. Jedynym pomysłem, który przychodził jej do głowy, była próba wejścia do piwnicy przez mieszkanie ludzi. Mimo wielkich obaw postanowiła zaryzykować, bała się bowiem, że jeśli tego nie zrobi, zamarznie, albo też umrze z głodu. Znalazła więc szparę pod drzwiami wejściowymi i ostrożnie przecisnęła przez nią główkę, uważnie się dokoła rozglądając. Zobaczyła puste pomieszczenie, całe wypełnione światłem, ciepłem i pięknymi zapachami. Z ulgą stwierdziła, że nie widzi w nim żadnego człowieka. Nieco już więc odważniej wkroczyła do środka i zaczęła się rozglądać za przejściem do piwnicy, nie mogła go jednak znaleźć. Ruszyła więc powoli w stronę kolejnych drzwi. Była już tak głodna, że łapki zaczynały powoli odmawiać jej posłuszeństwa, a mimo, że wokół niej było ciepło, ciągle nie mogła się rozgrzać. Kiedy w kolejnym pokoju nie znalazła upragnionego przejścia, zaczęła powoli tracić nadzieję. Zostało już tylko jedno pomieszczenie, do którego wiódł długi korytarz. Minika ruszyła tam bardzo ostrożnie. Wystawiła głowę zza drzwi i rozejrzała się. Początkowo wydawało jej się, że i tutaj nikogo nie ma, wkroczyła wiec tam po cichutku. Gdy była już na środku drogi nagle zauważyła po swojej prawej stronie jakiś ruch. Zamarła w przerażeniu. Wszystkie mięśnie jej małego ciałka naprężyły się do granic możliwości, kiedy delikatnie odwracała głowę, aby dostrzec źródło hałasu. W tym momencie usłyszała przeraźliwy krzyk. Kątem oka dostrzegła dziewczynkę, z książką w ręce, która wrzeszczała, wskakując na krzesło. Minika myślała, że serce wyskoczy jej zaraz z klatki piersiowej. Jeszcze nigdy nie była tak przerażona, jak w tej chwili. Przecież ta dziewczynka jest od niej przynajmniej tysiąc razy większa! Jedną ręką mogłaby ją zgnieść. Minika bała się nawet pomyśleć, co by się stało, gdyby dziewczynka chciała na nią stanąć swoją wielką nogą albo też rzucić w nią swoją książką. Rzuciła się więc do ucieczki, nie patrząc przed siebie. Za plecami ciągle słyszała okropnie głośny krzyk. Biegła więc tak szybko, jak tylko umiała.

Nagle zorientowała się, że znalazła się na upragnionych schodach wiodących prosto do piwnicy. I już po chwili znalazła się wśród swojej rodziny. Ciągle jednak jeszcze była tak przerażona, że mimo pytać rodziców i brata nie była w stanie na nie odpowiedzieć. Przytulała się tylko do nich kurczowo, czując ciągle, jak mocno i szybko bije jej serduszko. Długo musieli ją wszyscy uspokajać, zanim była w stanie wydusić z siebie chociaż jedno słowo. W końcu zaczęła swoją opowieść o tym, jak bawiła się na dworze, jak dostrzegła zamknięte okno i jak postanowiła wejść do domu ludzi. - Byłam taka głodna i zmarznięta! Nie chciałam nic złego… Chciałam się troszkę ogrzać i wrócić do was… To było takie przerażające! Jesteś już z nami.

- Tak! Ale tam była taka straszna dziewczynka! Była wielka! I tak strasznie na mnie krzyczała! Boję się jej! - Widziałem tę dziewczynkę dziś rano - powiedział tata Mysz – Ona, jak na ludzi, jest jeszcze bardzo mała. Nie zrobiłaby ci krzywdy… - Nieprawda! Była ogromna! Jej jedna łapka była ze trzy razy większa ode mnie! - Też ją widziałem - poparł tatę Myszyk.- Jak na człowieka nie była wcale duża. Ale też się jej przestraszyłem, chociaż widziałem ją z daleka. Lepiej nie podchodzić blisko do ludzi… - Dlatego nie podchodzimy, jeśli nie musimy. Ludzie nie wiedzą chyba, że my się ich tak bardzo boimy. Przecież oni są tacy duzi! My nie możemy im zrobić nic złego - chcemy żyć obok nich, w bezpiecznej odległości. Wtedy nic nam z ich strony nie grozi. Myślę, że dziewczynka, którą dziś spotkałaś, wystraszyła się ciebie, chociaż nie miałaś żadnych złych zamiarów i nic złego nigdy byś jej nie zrobiła - powiedziała mama. - No tak - ja chciałam tylko wrócić do was. Nawet nie wiesz jak bardzo się bałam - odpowiedziała Minika słabym głosem, w których słychać było jeszcze przeżyty przez nią strach. - Już dobrze - mama przytuliła ją mocno i głaskała tak długo, aż Minika spokojnie zasnęła. Gdy rano się obudziła, była już znacznie spokojniejsza, choć ciągle pamiętała o tym, jak mała jest w porównaniu z dużymi ludźmi i ciągle nie mogła pojąć, jak to jest możliwe, żeby jakikolwiek człowiek mógł przestraszyć się takiego malutkiego i bezbronnego stworzonka jakim jest myszka.

2. Zachęcam do wydrukowania dziecku zamieszczonej ilustracji do pokolorowania (myszki).

3. „Teraz czuję jak pada deszcz” – malowanie w rytm muzyki Fryderyka Chopina.

Rodzic odtwarza podany w załączniku utwór, dzieci palcami w powietrzu malują do usłyszanego rytmu padający deszcz. W czasie powtórnego słuchania malują już farbami po kartce. Dostosowują dotknięcia pędzla do tempa i natężenia utworu. Gdy utwór grany jest głośniej, dzieci mocniej przyciskają pędzel do kartki. Dzieci tworzą swoje deszczowe obrazy, cały czas słuchają Preludium Deszczowego.

Otwiera zewnętrzny odsyłacz w nowym okniehttps://www.youtube.com/watch?v=OJM0qsUsfvA

Pozdrawiam dzieci i rodziców.

Ciocia Asia